Jak pisałem wcześniej w NZ nie ma prawie wcale przemysłu i cala produkcja i eksport to są produkty żywnościowe (owce, papu i winko) i usługi (uczenie studentów z Azji jezyka angielskiego). W wyniku tego rynek pracy w 4 milionowym rolniczym kraju dla osób wykształconych jest mały (szczególnie z wykształceniem technicznym).
Mam wrazenie ze polityka imigracyjna NZ jest trochę paranoidalna. Z jednej strony ministerstwo immigracji uznaje dyplom i przyznaje za niego punkty przy skladaniu aplikacji o przyznanie pobytu stalego – permanent residency.
Nastepnie (czasem dopiero na miejscu) okazuje się ze niestety nie można wykonywać zawodu bo lokalne lobby (korporacja zawodowa) zablokowała taka możliwość i trzeba robić od nowa cale studia, nostryfikacje i w rezultacie jest to droga przez mękę. Gdy ma sie w wieku tlat okolo 30-40 rodzine i obowiazki zwiazane z jej utrzymaniem to trudno zaczynac studia od nowa.
W życiu założenia początkowe bardzo często różnią się od efektu końcowego. Na początku polityka imigracyjna NZ miała ściągać dobrze wykształconych fachowców gdyż kraj miał się rozwijać. W roku 2006 wzrost produktu krajowego NZ wyniósł 1.8% czyli był bardzo niski.
Nowa Zelania nigdy nie byla krajem gdzie ludzie emigrowali dorabiac sie milionow. Glownym powodem emigracji do NZ byla chec zmiany, odizolowania sie od tlumow w Europie, chec zaczecia czegos innego i realizacji swoich mazen (np wlasny maly domek i zaglowka). Dochod narodowy na jednegio mieszkanca w NZ jest troche wyzszy niz w Slowenii czy Republice Czeskiej ale duzo nizszy nie w UK czy innych krajach zachodnioeuropejskich.

Gdy nastąpił atak globalizacji okazało się ze kraj się nie rozwija a zwija pod katem przemysłowym. Firmy zamykają produkcje w NZ i odpływają zagranice. W wyniku import produktow przemyslowych rosnie znacznie sybciej niz ich eksport.
http://www.exportnewzealand.org.nz/articles.html?art_id=612
Wobec tego imigranci okazali się nie tak potrzebami jak mieli być wg pierwotnych założeń.
W międzyczasie w NZ powstał taż “immigration industry” czyli tysiące firm zarabiających miliony dolarów na wypisywaniu wniosków imigracyjnych i pomaganiu w imigracji. Nastąpił duzy napływ bardzo bogatych Chińczyków z Hong-Kongu zanim komunistyczne Chiny przejęły ta byłą kolonie brytyjska.
Na fali histerii terrorystycznej w USA posiadanie nieruchomości w NZ stało się modne. Ciagle tez trwa napływ imigrantow z Europy. Wszyscy przyjezdni w NZ (imigranci, studenci) muszą gdzieś mieszkać wiec powoduje to wpompowanie wielu milionów z zagranicy w rynek mieszkań (wynajem lub sprzedaż) w NZ.
![]()
Spowodowało to nagły i dramatyczny wzrost cen nieruchomości (szczególnie w dużych miastach) w ciagu ostatnich lat. Natychmiast wiec masa ludzi i instytucji finansowych zaciągnęła kredyty i nastąpił dalszy wykup nieruchomości (często jako inwestycji) powodujący dalsze zwiększanie się cen.
Dzięki takiemu samo-napędzającemu się zjawisku boom na nieruchomości trwał (lub trwa?) od końca lat 90′tych do dziś.
Wg. niektórych źródeł w obecnej chwili rynek nieruchomości w NZ jest najbardziej ryzykownym rynkiem na świecie (!!!)
www.nzherald.co.nz/section/3/story.cfm?c_id=3&objectid=10454821
Agencja analizy ryzyka kredytowego Fitch Ratings dokonała porównania 16
uprzemysłowionych krajów. Porównano dwa kryteria:
1. przewartościowanie cen domów w porównaniu do danych historycznych (średnich cen z przeszłości)
2. jak budżety domowe są obciążone splata kredytów.
Wszystkie te dane znajdziecie w doskonałym raporcie na temat dostępności mieszkań w NZ który jest naprawdę smutny dla osób nie posiadających własnego mieszkania. Drugi wykres po prawej pokazuje wzrost ceny średniego domku w NZ w ostatnich latach.
www.interest.co.nz/HLA/HLA-NZ-July2007.asp
Jest to raj dla obecnych właścicieli nieruchomości. Niektórzy z przypadkowych ludzi zarobili setki milionowy dolarów na tym boomie, Znany jest przykład właściciela wyspy White Island którego ojciec czy dziadek kupił ta wyspę za… beczkę rumu od lokalnego plemienia Maori a obecna jej wartość sięga setek milionów dolarów.
Niestety poszkodowanymi są osoby nie posiadające własnego domku czy mieszkania na własność. By być obiektywnym muszę zauważyć ze w NZ większość społeczeństwa ma własny domek i generalnie dużo ludzi skorzystało na tym boomie. Niestety młode kiwi i nowi imigranci są w znacznie gorszej sytuacji niż 10 lat temu. Okazuje się ze by spłacić kredyt hipoteczny na średni domek przeznaczając na to około 40% swoich zarobków należy zarabiać powyżej 2x średniej krajowej. (patrz w/w raport)
Dla wielu rodzin imigrantów jest to marzenie ściętej głowy. Często tylko jedna osoba w takiej rodzinie pracuje lub pracuje w zawodzie przynoszącym dobre pieniądze. Obecnie młodzi ludzie lub imigranci nie maja wręcz możliwości kupna własnego mieszkania lub domku w NZ a szczególnie w dużych miastach. W tym roku ilosc sprzedanych domow i mieszkan osiagnela najmniejsza liczbe od szesciu lat -ludzi juz po prostu nie stac na mieszkanie czy dom nawet na kredyt.
http://www.nzherald.co.nz/section/1/story.cfm?c_id=1&objectid=10469191
Stosunek relatywnie niskich zarobków i rosnących cen nieruchomości oraz odsetek skutecznie zablokował wielu młodym kiwi taka możliwość. Znacznie łatwiej jest wystartować w UK czy AU stad tez odpływ młodych często dobrze wykształconych ludzi z NZ. (Osobiście na 3 sztuki kiwi z którymi zaczynałem robotę w zespole 3 lata temu ostało mi się jeno jedno kiwi, dwa kiwi wyniosły się do Europy).
NZ Herald na ten temat:
www.nzherald.co.nz/topic/story.cfm?c_id=120&objectid=10447536
Dodatkowo wraz z liberalnymi reformami w latach 80-tych podobnie jak w wielu tzw “rozwiniętych” krajach nastąpiła powolna dezintegracja więzi społecznych. Obecnie w NZ mamy ponad 30 procent rodzin w jednym rodzicem “wychowującym” dzieci, i rozwodzi się 35% małżeństw. Przestępczość rośnie z roku na roku w pewnych kategoriach (gwałty, włamania) jest wyższa niż w Polsce.
Wraz z boomem nieruchomości nastąpiła dalsze rozwarstwienie społeczeństwa NZ.
Wyobraźmy sobie trzy rodziny kiwi mieszkające obok siebie:
Pierwsza rodzina (zupełnie przypadkowi ludzie) posiadający kawałki gruntów i nieruchomości po rodzicach i dziadkach (często ukradzione Maori) sprzedali je (imigrantom z Azji) za miliony dolarów.
Ich sąsiedzi którzy wynajmowali mieszkanie dziś nie maja pieniędzy na dalszy wynajem przez rosnące ceny wynajmu.
Sąsiedzi z drugiej strony są w jeszcze gorszej sytuacji bo wzięli parę lat temu dom na kredyt a dziś przez rosnące oprocentowanie kredytów nie stać ich na spłaty rat i mogą wylabować na bruku lub w tanim południowym Auckland.
Gdy zrozumiałem presje wywierana przez rosnące odsetki od kredytu hipotecznym na rodziny z średnimi dochodami mniej denerwują mnie próby naciągania obcokrajowca w celu zarobienia kilku dolarów.
PODSUMOWANIE:
Jak widać z w/w statystyk i moich marnych wypocin przy obecnych cenach nieruchomości imigracja do dużego miasta w NZ wymaga osiągania dobrych lub bardzo dobrych zarobków o co nie jest łatwo.
Dodatkowo NZ została dotknięta wszystkimi “dobrodziejstwami” jakimi są udziałem krajów nazywanych w mediach “rozwiniętymi”. Do tej grupy należna rozbite rodziny, wzrost przestępczości, dużą cześć rodzin w pułapce kredytowej, rosnąca otyłość dzieci (NZ jest 7 na świecie pod względem ilości grubych dzieci).
Wielu jednak kiwi broni się przed tym jak możne ciągle starając się zachowywać pogodę ducha, wyluzowany styl życia i nie daje się zwariować. W niektórych rejonach NZ nadmorskie domki letniskowe należące do bogatych obywateli USA i Azji, zbudowane za setki tysięcy dolarów i całkowicie odgradzające dostęp do plaży maja dziwna tendencje do palenia się w zimie i to co roku (Northland).
Według posiadanych danych wygląda na to ze jeszcze nigdy w historii NZ nie było tak niekorzystnej sytuacji dla imigracji ludzi którzy chcą się w NZ dorobić i urządzić. Znacznie łatwiej jest imigrantom z UK lub USA którzy przywożą z sobą zwykle wystarczająca ilość pieniędzy na zakup własnego domku czy mieszkania.
Wyobraźmy sobie imigrantow, rodzinę Kowalskich, zwykłych normalnych ludzi bez płynnego języka oraz posiadających średnio poszukiwany zawód i oszczędności na zakup używanego samochodu.
Teraz zastanówmy co się stanie jak nasi państwo Kowalscy trafia do NZ z obrazem “raju na ziemi” i oczekując ze na początek ze:
1.dostana doskonale płatna prace,
2.domek i samochód na własność w prezencie od rządu NZ
3.miłych i uśmiechniętych sąsiadów-kiwi którzy będą się cieszyli ze dalej zwiększa się konkurencja na rynku pracy w NZ.
A co na to sami Kiwi?
Po prostu “glosuja nogami” wynoszac sie do Australii. W tym roku NZ zostala najwiekszym zrodem immigrantow dla Australii wyprzedzajac nawet UK.
http://www.nzherald.co.nz/topic/story.cfm?c_id=231&objectid=10465795
Uff, ale się rozpisałem,
Adam.
tibibitriatriah powiedział
22 wrzesień, 2008 @ 10:58 pm
cholera… a ja chcialby tam pojechac… im wiecej sie dowiaduje tym bardziej czarno to widze :/
elżbieta bałakier powiedział
29 marzec, 2009 @ 10:31 am
chcielibyśmy wyprowadzić się np. tam po uzyskaniu emerytury w Polsce czyli za jakieś 20 lat. Jak będzie wyglądało tam nasze życie? Proszę o komentarz.
adamovski powiedział
30 marzec, 2009 @ 6:58 am
Witaj,
Od roku mieszkamy w Holandii, tak ze nie dysponuje aktualnymi informacjami. Co do emerytury w NZ to wszystko zalezy co sie lubi i jakim zapasem gotowki sie dysponuje. Jesli dysponuje sie wystarczajaca iloscia pieniedzy na zakup domu czy mieszkania koszty zycia sa nizsze niz w krajach zachodnich UE.